Moja siostra, która pracuje w irlandii podesłała mi linka, pod którym znajduje się opis z jaką łatwością zakłada się biznes w Irlandii. Gorąco zachęcam do przeczytania. Jak widać – można.
źródło: http://czteryswiatastrony.blog.onet.pl/2,ID256212740,index.html
————————————— // —————————————————-
Tak się mi poukładało, że zostałem ostatnio businessmanem. Niby zwykła rzecz, ale ja oprócz tego normalnie pracuję, a w moim punkcie usługowym zatrudniam ludzi, którzy pracują na mnie :)))
Zostając wrednym krwiopijcą, zmieniła mi się optyka widzenia. Mam możliwość widzenia spraw pracowniczych z drugiej strony barykady. Ale tym razem nie o tym. Zaskoczyła mnie łatwość w załatwianiu wszelkich formalności. Zdecydowaną większość spraw urzędowych można załatwić przez internet! Rejestracja firmy, pracowników, wszelkie płatności przez internetowe konto. Wszystkie formularze do wypełnienia on-line. Na upartego , można wszystko załatwić przez pół godziny siedzenia w necie. Okazuje się, że np załatwienie numeru VAT, aby posiadać zdolności importowe, to kwestia dwóch literek przed swoim numerem PPS. Literek ‘ie’ !!! I po sprawie! Nie trzeba , jak w Polsce, czekać tygodniami na uprzejme przyznanie przez US tegoż zastrzeżonego chyba dla VIP’ów numeru….
Mimo, że mógłbym pewnie prowadzić swoje sprawy księgowe osobiście, to wolałem na początek zatrudnić jednak profesjonalistę irlandzkiego. Licho nie śpi, mogę o czymś zapomnieć, o czymś nie wiedzieć ( a nieznajomość prawa w niczym mnie nie usprawiedliwia) i kłopoty gotowe. Po kilku miesiącach, gdy zobaczę jak to się robi, pewnie przejmę tą sprawę również.
Zaskoczył mnie zupełnie ( a już myślałem, że w tym kraju nic mnie nie zdziwi) podejście ludzi do nowego businessmana na ulicy. Nie wiem, może znaczenie ma fakt, że jest to główna ulica miasta. W pierwszy dzień otwarcia placówki, wszyscy prywatni właściciele sklepów i punktów usługowych, z całej ulicy, poczuli się zobligowani do bycia moimi pierwszymi klientami i zakupienia jakiegoś towaru czy zamówienia jakiejś usługi. Mimo, że wcale tego nie potrzebowali ! Przychodzili także zwykli mieszkańcy okolicznych kamienic, którzy także za swój obowiązek poczytywali sobie ułatwienie mi startu w biznesie…Taki tu zwyczaj, że nowy przedsiębiorca ma mieć ułatwiony start i żeby mu się dobrze wiodło, bo wtedy wszyscy w okolicy na tym zyskują… Wszyscy przybywający, oczywiście z życzeniami samych sukcesów, niektórzy z laurkami, niektórzy z rożnymi drobiazgami (typu zegar na ścianę, kwiaty w donicy itp)…
Zakupując jakieś sprzęty potrzebne do wyposażenia, artykuły biurowe czy inne tego typu rzeczy, wszędzie mnie rozpoznawali i życzyli udanego przedsięwzięcia. Wszędzie dostawałem specjalny rabat, nawet do 30 % ! Wszędzie przeświadczenie, że przeszedłem na wyższy stopień integracji z tymi ludźmi. Że już nie jestem jednym z tłumu imigrantów, którzy są może i pożytecznym składnikiem tutejszej ekonomii, dobrymi klientami ich sklepów , dobrymi tenantami, ale są zjawiskiem chwilowym, który po prostu trzeba przeczekać. Zaczynający tutaj start w prywatnym biznesie, jest już postrzegany inaczej przez lokalną społeczność. Bardziej jako jeden z nich, który ma odwagę spróbować swych sił w dyscyplinie dużo trudniejszej niż praca w irlandzkiej firmie… Najbardziej rozbawiła mnie sytuacja z lotną brygadą parkingową. Podjechali do mojego, zaparkowanego na światłach awaryjnych samochodu, i już chcieli zakładać blokadę na koła. Widząc to wyszedłem i pytam co robią. Oni na to, czy to mój samochód i czy wiem, że tu nie wolno parkować. Odparłem , że mój, tak jak i ten lokal przed którym stoję. Tu ich zamurowało. Przeprosili i już wsiadali do swojego pojazdu, gdy jeden z nich przypomniał sobie, że spisał numery mojego vana, który cały weekend stał w pobliżu, na miejscu parkingowym, bez opłaty za parking i należy mi się ticket na 80 euro! Odparłem, że przecież muszę gdzieś parkować bez blokowania drogi i przecież płacę kilkaset euro local taxu i chyba to wystarczy. Odpowiedział Marcinkiewiczem “yes, yes, yes”, wsiedli do swego automobilu i tylem ich widział… :)))
W tej sympatycznej atmosferze jest jednak łyżka dziegciu. Poza kilkoma wyjątkami naprawdę fajnych ludzi, którzy przyszli zapytać jak leci, coś kupić, coś zamówić, to większość okolicznych rodaków omija mój lokal wielkim łukiem. Wolą , gdy w potrzebie , kupić lub zamówić u ‘ruskich’, o których wiadomo, że jadą ‘na lewo’ i są rzeczywiście w takim wypadku tańsi. Ale to nawet lepiej, bo wolę nie mieć do czynienia z ludźmi, którzy potrafią za 2ma opakowaniami chińskiej zupki, zasuwać z buta 3 kilometry do Lidla, bo tam są 5 centów tańsze niż w ‘Supervalu”…..
—————————————– // ————————————————-
Jak widać rodacy doskonale radzą sobie w Irlandii. Jednak jeżeli chodzi o Polaków, to należy nam się mocne pranie mózgów – przeciwne do tego, które mieliśmy przez wiele lat. Kościół katolicki też maczał w tym palce szerząc brednie “bogactwo jest złe”, “bogaty nie wejdzie do nieba” itp. To ukształtowało jakiś marazm dotyczący pieniędzy. Na szczęście coraz wiecej bogatych ludzi wokoło.
Witam, milo slyszec cos pozytywnego . Gratuluje udanego otwarcia i zycze jak najlepiej. Co do innycj polakow to … no coz… tak juz bedzie. Sam mieszkam w kraju UE nieco blizej polski w ktorym Polacy pracuja od wielu lat i wiele razy slyszalem rady by innych Polakow omijac szerokim lukiem bo w 90% przypadkow zle to sie konczy. Nie wiem skad to sie bierze ale taka jest prawda, poza granicami Polski inny Polak pierwszy wbije ci noz w plecy (sa wyjatki oczywiscie ale trzeba bardzo uwazac). Wielokrotnie spotkalem sie z tym ze niektorzy przyznawali sie ze sa polakami dopiero po tygodniach znajomosci i sie nie dziwie. Twoj przyklad z zupkami i Lidlem dobrze ilustruje pewien typ mentalnosci.
Pozdrawia i zycze sukcesow!
Gratulacje! Motywujący ten post! Pozdrowienia!
No – to nie mi należą się gratulacje, ale dzięki ;)
W przyszłym roku zamierzam założyć DG i nie powstrzyma mnie burokracja. Polska to nie Irlandia, ale to nie znaczy, że tutaj się nie da. Da się :)
Na wyspy zapraszam tych, którym się nie chce :)
jak niewiele trzeba, aby życie było milsze i porzyjemniejsze
A może nie KK tylko komuna nam to wmóiła.
Kiedy takie czasy nadejdą w Polsce…
Który polityk w końcu zrozumie, że w Polsce kilka milionów osób potrafi posługiwać się internetem i że warto w końcu zabrać się za tworzenie e-Państwa?
gratulacje :) w angli nie jest tak rozowo ale pozostale tendencje sa pozytywnie takiesame. Pozdrawiam
Jak najbardziej podziwiam. No a obraz naszych rodaków na “Wyspach” jak najbardziej prawdziwy, chociaż nie wszystkich. Szkoda tylko, że przez takie zachowanie kreujemy czasami zupełnie inny obraz Polaków i Polski w świecie. Może kiedyś i to się zmieni. Powodzenia.
Gratulacje i zycze powodzenia :)
A co na to Polski rzad z Gilowska i Kalata ze Polacy zakladaja biznes wszedzie oprocz Polski
Mogę to potwierdzić. Firma w 2 dni. 2 formularze i gotowe. Podatek placony raz w roku. Prosta księgowość – wystarczy dokument w Excelu i folderek z fakturami. A w razie pytan, zawsze jest email do urzędu. Pozdrawiam autora tekstu i czytających.
Co do Irlandii, to bardzo się cieszę, że Polacy z łatwością mogą otworzyć tam działalność i ta życzliwość ludzi. Coś wspaniałego.
Nie wiem tylko po co do tego mieszasz kościół? Nie mówił czegoś takiego że bogactwo jest złe, chyba że masz na myśli konkretnego księdza…
ech
@Daniel
Życzę powodzenia w prowadzeniu biznesu
Da się otworzyć firmę w Irlandii (i prowadzić ją) zamieszkując na stałe w Polsce? Byłoby to świadczenie usług typu tworzenie stron www, pisanie programów.
@matipl
Kościół był przeciwny bogactwu ale z czasem się oswoił. Jak brałem ślub ksiądz nie chciał wyjść bo za mało dałem – jego oczekiwania były 2 x większe tj. 400 zł (5 lat temu). Innym razem na mszy, (inny ksiądz) na kazaniu dawał wprost do zrozumienia żeby przekazywać majątek kościołowi. Albo inny – za wydanie zaświadczenia o chrzcie chciał 20 zł (jak w urzędzie – tak powiedział). Państwo powinno nałożyć na kościół obowiązek odprowadzania podatków, zus’ów …
Gratulacje za odwage :) Z polakami jest pewnie taki problem ze zawsze wsyzstko na zlotowki przeliczaja, nie potrafia sie od tego zadusgroszstwa uwolnic.
Gratuluję, może w końcu brat się zepnie i też coś założy w tym sympatycznym państwie. Może spółkę polsko-irlandzką założymy :)
Bardzo mądry wpis. Pogratulować autorowi.
Gratuluje udanego startu.
Co do siebie jako “been there done that” polaka az mi sie zrobilo niefajnie, siedzac w PL po 2.5 letnim pobycie w dublinie naszla mnie mysl teraz ze jak bym tam zostal mial bym prawdopodobnie tak samo (swoj biznes itp) ale ……………… pieniadze to nie wszystko… troche wazniejsza teraz rodzina, znajomi, swoje miasto.
gratuluje sukcesu i nowej działalności :)
Ale uważam, że jeśli wszyscy będziemy tak zachwalać (i zachęcać nie wprost) do zakładania działalnosci w UE to z Polski zrobi się kraj trzeciego świata.
Osobiście nie jestem jakimś nacjonalistą itp ale uważam, że pomimo tego, iż w Polsce jest trudniej prowadzić działaność trzeba rozwijać nasz kraj. A nie uciekać bo gdzieś tam jest łatwiej.
Obecnie jestem w UK (6 dni wyjazdu służbowego) i z całym przekonaniem stwierdzam, że gdyby nie 44 letni przestój podczas komunuzmu już dawno byśmy przegonili niektóre kraje starej Europy.
Gratulacje! Miło się czyta takie rzeczy :) Powodzenia!
Witam,
Sam jestem w trakcie otwierania firmy. Zgadzam się, załatwienie wszystkich formalości to kwestia 2 miesięcy (okres oczekiwania na dokumenty) i 20Euro za rejestracje nazwy firmy. Banał. Wogóle w urzędzie podatkowym, wszyscy są mili i uprzejmi, nastawienie aby pomóc interesantowi. Bardzo przyjemne doświadczenie. Szczerze polecam.
Moja opinia jest taka, że absolutnie nie masz się czym chwalić:P Zrób tak w u nas. Życie poza kontynentem jest o wiele wiele łatwiejsze – w szczególności.
Duży pozytyw dla Krzysztofa N! Nie ma co zachwalać, tylko zakasać rękawy i do roboty – u nas!
Wstawka o Kościele jest bez sensu – jak byś chodził to byś wiedział po co jest Kościół, co głosi i jacy są księża (sugeruję opowiedz o tych, którzy rozdają kasę biednym, robią zakupy dla potrzebujących czy samotnych, są wolontariuszami hospicjów itp…)
Znam taki przypadek, gdzie proboszcz wziął pieniądze za ślub, jakiś czas później zmienił się proboszcz i nowy proboszcz też wziął od młodych pieniądze :)
U Nas to nie Irlandia i na pewno różowo nie jest ale przeszkody są po to aby je pokonywać(choć często są to przeszkody absurdalne). Da się i u Nas i Tam wszystko zależy od tego co, kto chce i na ile jest zdeterminowany.
Mam nadzieję, że kiedyś w polsce wejdą w życie jakieś konkretne ułatwienia dla przedsiębiorców. Może dzięki temu w końcu zmniejszyłoby się bezrobocie.