Postanowiłem po raz kolejny w życiu zrobić sobie post. Zero pokarmów – tylko czysta woda.
Dzień 1.
Raczej bez rewelacji.
Dzień 2.
No… Zaczęło się lekkie ssanie w żołądku. Myślenie o jedzeniu sprawia przyjemność :) Na języku pojawia się nalot, który trzeba usuwać dosyć często. Bóle głowy i ogólnie nieprzyjemnie – organizm zaczął się odtruwać.
Dzień 3.
Boli głowa. Myślałem że będzie tak jak ostatnio – że będę musiał przerwać głodówkę, ale jest OK. Zobaczymy co przyniesie 4 dzień :D.
Dzień 4.
Wstałem rano. Czuję kołatanie serca. Bolą mnie wszystkie zęby, kolana, krzyż i przedramienia. Czuję psychiczny głód. Są za to pierwsze pozytywne objawy: przebija się więcej światła – to jest tak, jakby świat był jaśniejszy :)
Dzień 5.
Ufff. Ledwo co wstałem. Naprawdę w porównaniu do wczorajszego dnia czuję się fatalnie. Mdłości, ból na czubku głowy. Osłabienie. Ostatnio mialem coś takiego w 3 dzień, tyle że było bardziej intensywne. Ehh…
Dzień 6.
No cóż. Wieczorem poprzedniego dnia myślałem że nie wyrobię. Ale rano jak wstałem, to czułem się lepiej niż 5 dnia głodówki. Czuję się dziwnie. Mam za sobą 5 dni i 12 godzin zycia tylko na wodzie.
Dzień 7.
Osłabienie. Powoli myślę o skończeniu postu. Pojechaliśmy z Kasią do kina. Pod wieczór zjadłem groszek z marchewką – post skończony.
jaki był cel tego postu?